niedziela, 18 marca 2012

17 O niej zapomniałem już dawno..


- Jeżeli chcesz być przyjaciółką na którą on zawsze może liczyć. Powinnaś do niego zadzwonić i mu powiedzieć. - Mówiła Bianka chodząca teraz po moim pokoju w tę i z powrotem.
- Ale zadzwonię do niego i co mu powiem. " Hej Lou. Tu Eleanor. Wiesz co, widziałam Hannah na rolkach więc to nie możliwe żeby była w ciąży." Tak? Tak mam powiedzieć? To absurdalne.
- Nie. Po prostu powiedz, że niepokoi cię fakt, że Hannah będąc ciężarną jeździ na rolkach. Co może stać się niebezpieczne dla dziecka w razie jakiegoś wypadku.- Wyjaśniła Angie.
- Ale Lou powiedział, żebym tam nie jeździła. Żebym nie narażała się Hannah.
- Ale jechałaś z nami na zakupy i akurat tamtą drogę obrałam. - Wymyślała Bianka.
- Nie.. dziewczyny. Nie mam zamiaru dzwonić do niego teraz. On musi skupić się na zespole. I tak ma już pewnie zawaloną głowę całą tą historią z ciążą i trudniej będzie mu tam funkcjonować. Tym telefonem mogę mu zepsuć możliwość zajścia gdzieś wysoko w konkursie. Niech mieszka sobie tam z tymi chłopakami i .. po prostu niech się dobrze bawi. Ja mu tego nie zepsuję.
Dziewczyny chyba dały sobie już spokój bo zamilkły, ale patrzyły po sobie tak podejrzanie, że nie dawało mi to spokoju.
- Co? O co znowu chodzi?
- Chciałyśmy z tobą porozmawiać. Teraz już na inny temat. - Widziałam po minie Angie, że nie będzie to nic przyjemnego. Przytaknęłam i usiadłam na ziemi opierając się o ścianę. Angie znowu zaczęła mówić.
- Czy nie wydaje ci się to dziwne, że twoi rodzice wyjechali tak po prostu po tak poważnym wypadku? Zostawili cię, a ty dopiero co wykaraskałaś się ze śpiączki.
- Ala cieszę się że ich nie ma..
- To nie ma znaczenia. - Przerwała mi Bianka. - To nie ma znaczenia, że jest to tobie na rękę. Tu chodzi o to jak zachowują się jako rodzice. Nie martwi cię to? Jesteśmy twoimi przyjaciółkami, a dbamy o ciebie bardziej niż twoi właśni rodzice.
- I za to was kocham. - Powiedziałam dokładnie rozumiejąc o co im chodzi. Wiedziałam co mają na myśli i sądziłam tak samo. Jednak co miałam na to poradzić? Tak samo interesowałam się  życiem mamy i taty, jak oni moim. Skoro i im i mnie to pasowało to ja nie widziałam w tym wszystkim problemu. Wzruszyłam lekko ramionami.
- Wiem o czym mówicie. Jednak co mam zrobić, domagać się o ich uwagę, kiedy wcale jej nie potrzebuję i nie chcę? Kiedyś powiem moim rodzicom, że źle wypełniali swoje role, a może tego nie zrobię. Na razie jest dobrze jak jest. Podoba mi się moje życie i chcę żeby takie pozostało. Oni się nie liczą.
Dziewczyny przytaknęły i uśmiechnęły się lekko. Spojrzałam przelotnie na zegarek. Moja rozłąka z Lou trwała już 14 godzin. Ciekawe czy o mnie już pomyślał, chociaż raz... I ciekawe czy wiedział ile ja myślę o nim.
Wieczorem kiedy dziewczyny poszły do swoich domów postanowiłam sprawdzić pocztę i przeszukać facebooka bądź twittera szukając jakichkolwiek oznak życia Lou. Nie chciałam od razu do niego wydzwaniać wiedziałam, że ma tam swoje sprawy. Znalazłam jednak maila od niego. Że też miał czas do mnie napisać. Uśmiechnęłam się do siebie przybliżyłam twarz do monitora komputera skupiając się na treści. Czytałam powoli napawając się każdym słowem i w każdym zdaniu szukając choć garstki uczucia.

"Hej El,
Znalazłem chwilę na wejście na komputer. Matko ci kolesie są obłędni. Mięliśmy już jedną próbę. Każdy dostał swoją kwestię. Przyszło nawet kilka dziewczyn pod bramę i prosiły o autografy! Wyobrażasz sobie. Podpisałem się zwyczajnie Louis, ale będę musiał popracować nad jakimś lepszym podpisem. Charakterystycznym dla mnie. Obłęd! Tu jest tyle świetnych wykonawców, konkurencja spora, ale po próbie widzę że mamy szanse. Nie mogę się doczekać, aż przedstawię ci chłopaków. Mimo wszystko nie czuję, że jesteśmy zespołem. Bardziej jakbym był na jakieś wycieczce, albo obozie. Harry wymyślił już dla nas nazwę " One Direction ". Myślę, że może być, podoba ci się? Ja jeszcze muszę przyzwyczaić się do wszystkiego. Do chłopaków, do tego że jestem częścią zespołu, do tego, ze nie mam ciebie na wyciągnięcie ręki i że jesteś tak daleko. :) Pewnie już nie będę mógł tak często pisać, ale pamiętaj, że pamiętam o swojej przyjaciółce! I oglądaj mnie! i wysyłaj smsy. Ok chłopaki wołają idziemy na kolejną próbę a później pograć w bilard. Pamiętaj o mnie! "

Nie wiedziałam, że Louis potrafi tak ładnie pisać. Co prawda cieszyłabym się jak nienormalna gdyby napisał " Cześć El, dobrze się bawię, to pa lecę." Uśmiechnęłam się do monitora jakbym miała nadzieję, że chłopak to odczuje. Rzuciłam się po chwili na klawiaturę i zaczęłam po kolei wciskać przyciski.

" Cześć Lou!
Nazwa chwytliwa, podoba mi się. Ćwicz wytrwale i nie narzekaj jak obudzą cię o drugiej w nocy będą kazali spiewać. Jeśli to pomoże ci, rób o ci każą. I trzymaj się tam. Będę was oglądała i wysyłała smsy, taki jest mój cel na najbliższe soboty. Załatw ich tam! .

Mogłam napisać o wiele więcej, ale to co chciałam napisać nie przystoi mnie jako jego przyjaciółce. Odłożyłam komputer. Chciałam żeby tu był.

#

Tygodnie leciały jak szalone, a chłopcy z łatwością prześlizgiwali się przez kolejne etapy programu. Zaczęłam liczyć czas z soboty na sobotę i tylko na tym się skupiałam. Znalazłam też pracę jako asystentka fotografa do magazynu mody Doncaster i okolic. Nic specjalnego, ale wystarczyło na życie. Płyty z nagraniami z wystąpień One Direction składałam u siebie na półce i wracałam w tygodniu czekając na kolejną premierę odcinka by dokładnie go przestudiować, nagrać, a później odtwarzać kilka razy. Chodziłam jak zaprogramowana a z dnia na dzień było coraz gorzej. Denerwowała mnie cała ta zagadka z Hannah i rolkami, to że Louisa nie było blisko oraz to że dziewczyny miały dla mnie tak mało czasu. Do tego Louis też miał go coraz mniej i nie był w stanie nawet wrzucić nic na twittera. Był piątek, dzień przed kolejnym występem. Zadzwonił do mnie.












- Eleanor. Stało się coś..
Zaczął tak szybko i bełkotliwie, że nie wiedziałam na początku co powiedział i potrzebowałam chwili by sobie wszystko poukładać.
- Louis, uspokój się. Mów wyraźnie o co chodzi..
- Hannah zadzwoniła do mnie wczoraj. Powiedziała, że nigdy nie była w ciąży, chciała tylko zachować mnie przy sobie, bo widziała jak blisko jestem z tobą. Rozmyśliła się bo pod moją nieobecność poznała kogoś. Rozumiesz to? Znalazła sobie kogoś innego i mogła spokojnie odwołać alarm, bo już mnie nie potrzebuje.
Nie odzywałam się przez chwilę. Co jak co, ale nie spodziewałam się że właśnie to usłyszę.
- Ah.. mogłam ci powiedzieć, ale nie chciałam zapeszać, ani sprawić ci przykrości. W dzień kiedy wyjechałeś widziałam Hannah jak wybierała się na rolki, wydawało mi się to podejrzane, ale sądziłam, że jest zwyczajnie nieodpowiedzialna. Przepraszam.
- To nic. To wszystko już nie ma znaczenia. Tak bardzo żałuję, że się z nią związałem i dałem w to wszystko wpakować. Przecież tyle rzeczy mogłem zrobić inaczej. Wszystko teraz wyglądałoby inaczej.
Tak bardzo chciałam żeby moje przypuszczenia odnośnie kłamliwej blondynki okazały się prawdą, a kiedy to już się stało, żałowałam Louisa tak bardzo, że wolałam, żeby jednak była w tej cholernej ciąży.
- Ale Louis zobacz. Teraz możesz zapomnieć o niej i skupić się na muzyce. Już nic nie stoi ci na przeszkodzie i nic nie zaprząta głowy.
- Właśnie teraz jest jeszcze gorzej..
- Co? Dlaczego. Zapomnij o niej i ..
- Ale nie o nią tu już chodzi. O niej zapomniałem już dawno.
Kompletnie nie łapałam tej rozmowy. Zaczęłam się zastanawiać, czy mnie nie wkręca.
- Więc co masz na myśli, nie nadążam nad tobą.
- Jak to? Teraz kiedy już wszystko jest jasne, zostałaś mi tylko ty. I uświadomiłem sobie jak bardzo jesteś dla mnie ważna.
- Nie rób mi wody z mózgu, wszystko brzmi dwuznacznie.
- I powinno, ma brzmieć. W końcu mogę swobodnie myśleć o tobie jako o kimś więcej niż tylko jako przyjaciółce. I w końcu mogę to powiedzieć na głos i nie kryć się.
Przymknęłam oczy. Nie wierzyłam w to co właśnie wydukał do słuchawki. To nie działo się naprawdę.
- Eleanor, jesteś tam? - Chciałam już coś z siebie wydusić, ale chłopak przerwał mi. - Muszę już iść, wołają mnie. Jutro występ. Zadzwonię w najbliższym czasie. Chłopaki cię pozdrawiają. Eleanor? Proszę powiedz cokolwiek.
- Jestem.
- Hah.. to dobrze. Odezwę się jeszcze. Ok? Pa.
- Cześć. - Zdążyłam jeszcze rzucić do słuchawki będąc w całkowitym otępieniu. Stałam w swoim pokoju na środku dywanu z otwartą buzią. Poluźniłam lekko mięśnie dłoni przez co słuchawka spadła na posadzkę i rozsypała się na poszczególne części. Dopiero wtedy wróciłam do 'żywych'. Rozejrzałam się po podłodze i ignorując bałagan. Przyłożyłam dłonie do ust zasłaniając wielki uśmiech, nad którym nie mogłam zapanować. Zbierałam się tak długo by wyjawić Louisowi, że jest dla mnie kimś ważnym, a jemu przyszło to tak łatwo. Kiedy tylko wszystko sobie poukładał i wszystko było dla niego jasne i klarowne postanowił, że zwyczajnie będzie ze mną szczery. Był prawdziwym przyjacielem. Byłam wdzięczna, że choć jedno z nas ma głowę na karku i potrafi zachować zimną krew, sprostać sytuacji. Wiedziałam, że od teraz mimowolnie będę odliczała czas do następnego telefonu od Louisa.

______________________________________
W końcu, prawda?
Dziękuję za poprzednie komentarze i proszę o kolejne na zachętę napisania kolejnego rozdziału.
Pytania proszę kierować tutaj: http://www.formspring.me/stylesharryHGDD
Czy czytałeś już moje drugie opowiadanie? :  http://aboutddstory.blogspot.com/

niedziela, 11 marca 2012

16 - Ona nie jest w ciąży, Eleanor.

- Pożałujesz głupia! - Hannah pchnęła mnie na szafkę. Uderzyłam o róg mebla i osunęłam się na ziemię. Dziewczyna chwyciła mnie za podbródek i uniosła go do góry, zmuszając mnie bym na nią spojrzała. - Tyle razy cię uprzedzałam, a do ciebie i tak nie dochodzi. Masz odczepić się od mojego chłopaka. On jest mój!
Dotknęłam tyłu głowy, poczułam na dłoni coś mokrego. Spojrzałam szybko na powierzchnię ręki, nie było śladu po żadnej cieczy. Ponowiłam próbę, dalej nic.
- Zostaw mnie! Już się do niego nie zbliżę! Obiecuję. - Wycedziłam jej w twarz, ale ona tylko złapała mnie za włosy i przycisnęła do ziemi. Poczułam zimno podłogi na policzku, przeszywało do szpiku kości. Poczułam też, że zaczynam płakać..

- Eleanor. - Szturchał mnie Louis z przerażoną miną. - El.. obudź się. To tylko sen.
Otworzyłam momentalnie oczy co jeszcze bardziej przeraziło chłopaka. Przełknęłam ślinę i podniosłam się do siadu tak gwałtownie, że uderzyłam chłopaka czołem w nos. Z tego co zdążyłam zauważyć, jego bolało stokroć bardziej. Chwycił się za nos i zaczął pojękiwać. Automatycznie załzawiły mu się oczy z bólu.
- Chryste.. przepraszam. Miałam koszmar. - Nie wiedzieć czemu, mimo tego, iż wiedziałam, że byłam bezpieczna w salonie chłopaka, położyłam otwartą dłoń na potylicy sprawdzając, czy nie krwawię.
- Widziałem. Dlatego chciałem cię obudzić. Zaczęłaś jęczeć i popłakiwać.
Rozejrzałam się po pokoju. Louis dalej masował swój nos. Spojrzałam na niego przepraszająco.
- Nawet nie zauważyłem kiedy udało ci się usnąć. Którą scenę pamiętasz jako ostatnią?
Chłopak wskazał na telewizor. Ah tak. oglądaliśmy coś.  Zmarszczyłam brwi chcąc sobie przypomnieć, na czym też mogłam zasnąć.
- Chyba. Jak ten chłopak spotyka swojego kumpla w pubie.
- ... Śpisz od samego początku. - Zaśmiał się. - Nie dość, że przenosisz nasze spotkanie to jeszcze kompletnie mnie olewasz. - Zaśmiał się. Wyczułam sarkazm, więc także cicho się zaśmiałam.
- Dobrze, wiesz, że wcześniej nie mogłam .Pomagałam rodzicom.
- Widzę, że cieszysz się, że wyjeżdżają.
- W końcu będzie jak było. Znowu będę mieszkała sama. Wszystko na swoim miejscu. Zdziwiłabym się gdyby zostali.
Chłopak przytaknął, wyraźnie zadowolony moim dobrym samopoczuciem. Uśmiechałam się i udawałam że wszystko gra, ale dalej myślałam o tym jak okropnie potraktowała mnie Hannah ze snu. Byłam prawie pewna, ze gdyby dziewczyna otrzymała zapewnienie, że nie grozi jej nic ze strony prawnej za potraktowaniem nie w tak brutalny sposób, nie zawahałaby się ani sekundy.
- Dość tych filmów. Ja tu czekam aż mi opowiesz o swoich poczynaniach w X factorze.
Chłopak odetchnął szykując się do opowieści.
- Jesteś wystarczająco zniecierpliwiona? Dostatecznie długo trzymam cię w niepewności? - Spojrzałam na niego z komicznie uniesioną jedną brwią. Zaczął więc mówić, bez większych opóźnień. - Jestem teraz więc jednym z pięciu członków zespołu typu boys band, nie mamy jeszcze nazwy! - Machnął natychmiast palcem chcąc zaznaczyć, że to jeszcze tylko kwestia czasu. - Nie znam chłopaków jeszcze za dobrze, ale jutro jadę do nich do Londynu i oficjalnie zaczyna się program. Mieszkamy razem w domu jurorskim, podlegamy ciągłym ocenom, uczęszczamy na próby, lekcje, przymiarki, bóg wie co jeszcze. Co ma być to będzie. Ja o tak już jestem szczęśliwy.
- A jacy oni są?
- Młodsi ode mnie. Ale są naprawdę w porządku. Każdy z nich na swój sposób zabawny i pełen pomysłów i energii do działania, a to dobrze. Chcą zajść w tym programie bardzo daleko.
- A co jeżeli wam nie wyjdzie? Zespół rozpadnie się?
- Nie mam pojęcia, El. Na razie liczy się tylko dobra zabawa. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy.
Przytaknęłam głową. Czyli już jutro Louis wyjeżdża na nie wiadomo ile. Nawet nie wie jak bardzo chciałabym się nim jeszcze trochę nacieszyć, że to ile daje nam czasu to dla mnie za mało. Potrzebuję więcej mojego przyjaciela który ostatnio stał się moją używką, z dnia na dzień było coraz gorzej, coraz częściej chciałam go widywać.
- Będziesz do mnie dzwonił? Bo wiesz, ja nie będę wiedziała kiedy będziesz w stanie odebrać. - Uśmiechnęłam się i położyłam nogi na jego kolanach opierając głowę o oparcie kanapy na której byliśmy rozłożeni.
- Jasne, że będę. Choć pewnie szybko się zobaczymy.
- Więcej wiary w siebie i zespół. Jestem pewna że zajdziecie daleko.
W tym momencie zabrzmiał telefon chłopaka. SMS od Hannah, innej możliwości nie było.
- Zaczekaj zaraz wrócę. - Powiedział i delikatnie odłożył moje nogi za siebie.
- Ja już pójdę.
- Nie nie zostań. Pożegnam się z nią tylko.
Wyszedł w kapciach na zewnątrz. Zarumieniłam się. Wolał spędzić noc ze mną a wyjść tylko na chwilę, by pożegnać się ze swoją dziewczyną, przed nie wiadomo jak długim rozstaniem. To było wyjątkowo schlebiające. Ale z drugiej strony nienaturalnie dziwne. Kiedy wrócił postanowiłam go o to wypytać, przecież nie kryliśmy przed sobą swoich myśli. Drzwi uchyliły się i już po kilku sekundach poczułam na kanapa ugina się pod jego ciężarem, zaraz po tym jak wykonał wielkiego susa w moją stronę.
- Lou. - Zaczęłam niepewnie. - Czy ty.. masz jakiś kryzys z Hannah czy..
- Tak. - Wiedziałam, że nie będzie owijał w bawełnę i będzie ze mną szczery. - Za ostatnią sytuację postanowiłem strzelić jej focha. Źle się złożyło, że akurat wyjeżdżam, ale co mam zrobić? Pożegnałem się ładnie i może jak wrócę wszystko się poukłada. - Przytaknęłam. Jak już zeszliśmy na takie tematy nie mogłam się powstrzymać, by nie zapytać.
- Lou, co myślisz o tym, że zostaniesz ojcem? - Podniosłam się o usiadłam prosto krzyżując nogi.
- Nie jest mi za wesoło, oczywiście bardzo się cieszę i chcę żeby dziecko było zdrowe, ale gdybym tylko mógł chciałbym odwlec małego o  jakieś kilka lat. Na pewno nie myślałem o pozbyciu się go. Ale mógłby trochę poczekać. Może nawet na inną matkę.
Rozumiałam co chce mi powiedzieć, choć przekazywał to co sądził w dość zagmatwany sposób.
- Chcesz być z Hannah mimo tego, że.. - żałowałam że zaczęłam to zdanie, przecież ja w cale nie wiedziałam w stu procentach czy on ją kocha czy też nie.
- ... mimo tego że jej nie kocham. Chyba o to właśnie tu chodzi. Wiem, że na razie nie mogę jej zostawić, ale chcę uświadomić, że może liczyć na moje wsparcie. Ale na pewno nie wyjdę za nią. - Zaśmiał się, ja tylko poczułam ogromną ulgę i odetchnęłam.
Znowu zabrzmiał jego telefon, tym razem ktoś dzwonił, pewnie znowu blondynka. Lou przeprosił mnie.
- Tak? Nie jutro wyjadę. Już tam jesteście? I jak tam jest? Hahaha.. nie no na dopiero jutro do was dołączę. Zająłeś mi łóżko jak prosiłem? To dobrze. Weź tak tylko Malika nie denerwuj. Hahaha..
Zapowiadało się na dłuższą rozmowę więc poszłam do kuchni po coś do picia. Z tego wszystkiego nie mogłam postawić na nic innego niż na coś z dodatkiem alkoholu. Wzięłam dwa piwa w puszce i wróciłam do Louisa który już przestał rozmawiać przez telefon.
- Jeden z chłopaków?
- Tak. - Odpowiedział dalej zadowolony z rozmowy i uśmiechnięty od ucha do ucha. - To był Harry. Na razie najbardziej to jego znam. Ma drobne spięcia z Zaynem. Ale to wszystko powinno minąć jak już weźmiemy się do pracy.
Przytaknęłam zerkając na wielki zegar stojący w przed pokoju. Dochodziła dwunasta.
- Pora się zwijać. Nie chcę, ale masz dwie godziny snu.
- Będę spał w samochodzie. Zostań ze mną jeszcze. - Chwycił mnie za rękę przyciągając nieprzemyślanie na siebie. Wylądowałam na jego kolanach i szybko owinęłam ramionami jego szyję, sprawiając że nie będzie mógł mnie się pozbyć póki na to nie pozwolę.
- Obiecaj mi coś.
- Co? - Zaśmiał się a jego oddech owioną moją twarz. To było tak przyjemne uczucie.
- Że nie będziesz olewał x factora. I robisz wszystko by.. by ludzie usłyszeli jak potrafisz śpiewać.
- Dobrze. Potraktuję ten konkurs poważnie.
- Będę na ciebie głosować. Będę wysyłać smsy jak szalona. - Zaśmiałam się i puściłam go nie pozwalając sobie na za wiele. To mogłoby później odbić się wielką tęsknotą, na którą i tak już byłam przygotowana.
- A ty mi też coś obiecaj. - Zaczął. - Nie zbliżaj się w te okolice. Hannah może cię wyczuć..
- .. tak tak i mnie zjeść! - Zaśmiałam się. - Idziemy pograć w coś na komputerze zanim odjedziesz? Jak za dawnych lat, sprzed roku?
- Ty mnie jednak doskonale znasz. - Podniósł się z miejsca zabierając puszkę piwa i poszliśmy na górę do jego pokoju. Te dwie godziny były najszybsze w moim życiu. Teraz stałam na podjeździe Louisa i patrzyłam jak nosi swoje torby i pakuje je do samochodu. W końcu wszystko zostało zapakowane jak powinno i chłopak staną koło samochodu gotowy do drogi. Podeszłam do niego z wielkim uśmiechem na twarzy, który oczywiście był sztuczny jak kolor włosów Hannah. Objęłam go chcąc zająć rękoma całą powierzchnię jego ciała. - Tweetuj, pisz, dzwoń cokolwiek. - Wyszeptałam mu do ucha i wcisnęłam w ręce małą paczkę z mnm'sami. Chłopak zajrzał do środka.
- Są otwarte. - Wymamrotał.
- Wybrałam wszystkie oprócz niebieskich i czerwonych.
- Hah.. naszych ulubionych. Ale paczka jest pełna.
- Wybierałam z kilku paczek. Wszystkie inne kolory zjadałam z Angie i Bianką.
- Widać. - Zaśmiał się i położył dłoń na moim brzuchu, który miał być gruby, po moim trupie.
- Jedź już bo nie mogę na ciebie patrzeć.
Pocałował mnie w policzek i przytulił po raz ostatni unosząc lekko do góry. Po czym spojrzał na mnie i starł małą łezkę z policzka, której nawet nie poczułam.
- Kiedyś nie płakałaś tak często.
- Ziewnęłam. - Skłamałam. Chłopak wsiadł do samochodu i ruszył. Machałam mu do czasu aż jego samochód zniknął mi z pola widzenia. Oh Louis. Jak ja to przetrwam?




- Napisz do niego! Nie mogę już patrzeć na ciebie. - Jęczała Bianka siedząc wraz z Angie na moim łóżku wertując magazyn Elle. - Chodzisz jak zaczarowana.
- Ale on dopiero dzisiaj wyjechał. Poza tym , na razie trzymam się wyjątkowo dobrze.
- Szmierdzisz tfochę.. - Wydukała Angie mająca pełną buzię mnm'sów których nie zdołałyśmy wczoraj zjeść.
- Zaraz pójdę się wykąpać jak chcesz. - Zaśmiałam się i usiadłam na podłodze na przeciwko nich. - Cały czas zastanawia mnie wiarygodność ciąży Hannah.
- Tej zdzi.. - Przerwała Bianka kiedy zauważyła jak na nią patrzę. - .. zdziwaczałej blondynki z którą umawia się Lou? - Wybrnęła zgrabnie wyrzucając z siebie słowa jednym tchem.
- Tak dokładnie tej. - Przytaknęłam.
- Moszfna łatfo to spfrawdzicz.
- Angie połknij i powiedz normalnie! - Skarciłam ją. Dziewczyna połknęła to co miała do połknięcia i powtórzyła wyraźnie.
- Można to łatwo sprawdzić.
- Jak? - Spytałam niedowierzając i sądząc, że Angie jak zwykle coś wymyśla.
- Znaleźć jakiś dowód. Złapać ją na sytuacji podczas której odpowiedzialna kobieta w ciąży znaleźć się nie może.
- O czym ty do cholery mówisz? - zapytała Bianka uprzedzając moje pytanie.
- No na przykład: pijącą alkohol, palącą papierosy..
- Mamy ją śledzić? - Zapytałam.
- Tak! - Wrzasnęła Bianka.
- Jesteś po jej stronie? Ona naćpała się kolorowymi cukierkami.
- Może być zabawnie a my nie mamy co robić. Lou się dobrze bawi, czemu my nie mamy zaznać odrobiny rozrywki? - To nie brzmiało odpowiedzialnie i dojrzale, ale przekonująco.
Dziewczyny wpatrywały się we mnie zniecierpliwionym wzrokiem czekając na moją zgodę.
- Dobrze. Ale .. tylko ona nie może się zorientować. Zabiłaby mnie. - W oczach stanął mi obraz dzisiejszego snu.
- Do dzieła! - Powiedziała Angie.
Jechałyśmy samochodem Bianki wciąż dyskutując jak wszystko ma się odbyć. Uznałyśmy zgodnie że na razie zaparkujemy niedaleko jej domu, a ja schowam się na tylnych siedzeniach, wtedy zastanowimy się na miejscu jak powinna wyglądać cała "akcja".
- Czuję się jak idiotka. Jak dwunastolatka. Wracajmy do domu..
- Nie El.. nie ma odwrotu. Postanowione. Pomyśl jak cudownie będzie kiedy wszystko okaże się prawdą i udowodnimy że Hannah to łże.
- O ile kłamie..
- Na pewno kłamie. - Zaśmiała się Angie i uchyliła lekko okno. Poczułam na twarzy ciepłe powietrze i od razu zrobiło mi się lepiej. " To tylko zabawa. Dziewczyny pobawią się w odlotowe agentki i wrócimy do domu by dalej przeglądać Elle". Oby.
- To tutaj. - Powiedziałam.
- Wiem Eleanor gdzie mieszka mój kuzyn. - Rzuciła Bianka zakładając okulary przeciwsłoneczne. Zauważyłam że Angie też się zaopatrzyła w taki gadżet.
- Och.. dajcie spokój! - Zaśmiałam się schowana na tylnych siedzeniach.
Stałyśmy pod domem 'obiektu' - bo tak nazywała Hannah Angie - bite cztery godziny. Nawet udało mi się usnąć. Po chwili jednak obudziła mnie piszcząca cichutko Angie.
- El! El! Wstawaj szybko!
Podniosłam się gwałtownie zapominając gdzie jestem i co robię, więc od razu zaliczyłam mocne uderzenie w głowę.
- Ale się nie pokazuj!
- Ała Angie!
- Ciii.. patrz. Co ona ma w rękach? - Zapytała Ang.
- To rolki, kretynko. - Rzuciła B.
- Ciężarna na rolkach? - Przyjaciółki odwróciły się w moją stronę.
- Może.. jest po prostu głupia? - Zapytałam, sama nie wierząc własnym słowom.
- Ona nie jest w ciąży, Eleanor. - Powiedziała Bianka.
- Wiem, widzę. - Powiedziałam przełykając ślinę i śledząc wzrokiem blondynkę siedzącą na krawężniku z jakąś jej koleżanką. Czyli mamy problem.


_________________________________________________________________________
Komentujcie a dodam następny. Mam nadzieję, że się podoba.
Dziękuję wszystkim czytającym, uwielbiam was!

czwartek, 8 marca 2012

15 - Gdyby nie ta ciąża to..

Zasunęłam zamek błyskawiczny mojej torby i podałam ją tacie który czekał gotowy by zabrać mnie do domu. Kiedy myślałam ile rzeczy miało się teraz zmienić w moim życiu, miałam ochotę rzucić się z mostu. Podsumowując w przeciągu dwóch tygodni: przeżyłam cudem wypadek, wybudziłam się ze śpiączki, wrócili moi rodzice, mój przyjaciel zostanie ojcem i właściwie mogłam już o nim zapomnieć, nie wspominając już o Hannah, która coraz bardziej działała mi na nerwy. Miałam teraz wrócić do mojego mieszkania i znowu zacząć nauczyć się żyć z rodzicami? Tak.. oni postanowili wrócić do Doncaster na dłużej. Gdybym wtedy nie pojechała na casting Louisa nic nie uległoby zmianie. Podeszłam powoli do okienka gdzie dyżurowały pielęgniarki i poprosiłam o Carę. Kiedy dziewczyny wychyliła się i zauważyła kto zakłóca jej przerwę, rozpromieniła się. Podbiegła do mnie i uściskała mnie serdecznie.
- Nie mogę uwierzyć, że już cię wypuszczają. Tak się cieszę, że wszystko jest w porządku.
- Dziękuję ci za wszystko. Za opiekę i wsparcie. Byłaś dla mnie kimś więcej niż tylko pielęgniarką zmieniającą opatrunki.
Kobieta uśmiechnęła się duma z siebie i jeszcze raz mnie uścisnęła.
- Oby nie do zobaczenia. - Powiedziała kiedy ruszyłam korytarzem w stronę wyjścia.
Siedziałam u siebie w pokoju. Słyszałam jak matka krząta się po kuchni, ojciec przewraca kartki gazety siedząc przed telewizorem. W sumie normalne odgłosy typowej rodziny, ale nie dla mnie. U mnie zawsze panował całkowity spokój i cisza. Byłam tylko ja, a wieczorami mój dom wypełniał się gwarem i muzyką. Był pełen moich najbliższych przyjaciół. Wszystko było na opak i na pewno nie czułam się tu swobodnie, choć wiedziałam, że rodzice chcą jak najlepiej to tylko pogarszali sprawę. Nie czułam się w zasadzie z nimi w jakikolwiek sposób związana. Kiedyś może i tak, ale po tym jak mnie zostawili samej sobie przyzwyczaiłam się do swojej samodzielności i bardzo mi taki układ odpowiadał. Dlaczego chcieli zaprzepaścić to co budowałam przez ten długi czas? Na co tak bardzo pracowałam. Postanowiłam zająć się czymś co choć na chwilę pozwoli mi zapomnieć o tym jak beznadziejnie dzieje się teraz w moim życiu. Zajęłam się rozpakowywaniem moich rzeczy i sprzątaniem pokoju. Wszystko zajęło mi dobry kawał czasu i nim się spostrzegłam zastał mnie wieczór.
- Kochanie! - Zabrzmiał głos matki. Podeszłam do schodów, stała na dole z uniesioną głową czekając na moją reakcję, nie odezwałam się jednak. - Właśnie zaczyna się x factor, nie chcesz zobaczyć Louisa? - Mimo iż bardzo się starałam ukryć zaskoczenie, to aż sama wyczułam jak bardzo zaświeciły mi się oczy.
- Obejrzę na górze. - Rzuciłam kierując się w mgnieniu oka w kierunku mojego pokoju.
- Ale zrobiłam kolację!
- Zjem później. - Odpowiedziałam zamykając za sobą drzwi. Podbiegłam do telewizora i odpaliłam go chwytając w rękę pilota usiadłam na łóżku. Nigdy nie czułam się bardziej dumna z kogokolwiek. Louis był w tej chwili oglądany przez miliony Brytyjczyków. Uśmiechnęłam się ściskając mocniej pilota, który wyślizgiwał mi się ze spoconych dłoni. Co prawda nie był to jeszcze występ na żywo. Miały być to dopiero eliminacje decydujące o tym kto wystąpi na wielkiej scenie przed widownią. Ten odcinek nagrywany był tydzień temu, kiedy postanowiłam zerwać z chłopakiem kontakt. On doskonale wiedział więc jak potoczył się cały odcinek, to wszystko było jednak przede mną. Podczas całego odcinka mało kiedy pokazywano mojego przyjaciela, samą końcówkę jednak skupiono głównie na nim. Po kolei widziałam jak poszczególne grupy ludzi wchodzą na scenę i dowiadują się czy też odpadają z programu czy ich droga dopiero się zaczyna. Zacisnęłam zęby widząc wchodzącego na scenę z chłopaka wraz z innymi. To co później się działo przeszło całe moje oczekiwania. Oparłam głowę na pięściach i uśmiechałam się do siebie jak zahipnotyzowana. Po jednej stronie ustawiono dziewczyny po drugiej Lou z kilkoma chłopakami. Oczywiście przypatrywałam się tylko swojemu faworytowi zaciskając mocno kciuki. Jurorzy nie owijali w bawełnę, powiedzieli krótko że nie chcą pozbywać się ich wszystkich i każdy z nich ma w sobie coś co powinno zostać wprowadzone do programu a na pewno nie powinno być z niego eliminowane. Podjęli więc decyzję o stworzeniu dwóch zespołów, chłopaków i dziewczyn. Skrzywiłam się nie wierząc własnym uszom. Co takiego? Louis zasługuje na solową karierę! Chłopaki jednak cieszyli się jak szaleńcy, może ja też powinnam, może w ten sposób Lou może zostać dostrzeżony przez kogoś z 'wyższej półki'. Dopiero teraz postanowiłam baczniej przypatrzeć się pozostałym chłopakom. Owszem każdy miał coś w sobie, ale na pewno każdy z nich wolałby zostać przyjęty indywidualnie. Na najmniej zadowolonego wyglądał chłopak o orientalnej urodzie. Lou wręcz przeciwnie, bardzo się cieszył. W zasadzie wyglądało na to że chłopcy zdążyli się już wcześniej dobrze poznać i czuli się swobodnie w swoim towarzystwie. Nim się spostrzegłam na ekranie pojawiły się napisy końcowe, aż tak się zatraciłam w swoich rozmyślaniach że nie zauważyłam, że otrzymałam smsa.
" Przyzwyczaj się do oglądania Louisa na ekranie telewizora. H."
Tego było za wiele. Rozumiem, można być zazdrosnym, ale po co co chwilę o sobie przypominać? Muszę sobie coś z nią wyjaśnić. I to teraz! Podniosłam się z miejsca i zarzuciłam na plecy bluzę, było już ciemno a ja nie mogłam jeszcze wystawiać mojego układu odpornościowego na próby. Zbiegłam na dół ignorując wołania matki. Wsiadłam na skuter i nie zważając na późną porę ruszyłam z piskiem opon. Pierwszy raz jechałam w okolicę Louisa z tak negatywnym nastawieniem, przez myśl przeszło mi zabranie siekiery ze schowka taty, ale uznałam, że to jednak zły pomysł, ona jest w ciąży, szkoda dziecka.
Zajechałam pod dom dziewczyny, oddalonego jakieś 5 metrów od domu Lou. Zaszłam pod drzwi i zapukałam otwartą dłonią w drewniane drzwi. Po jakieś chwili klamka poruszyła się a z domu wyjrzała , wyraźnie zdziwiona moim najściem, Hannah. Nie spodziewała się mojej wizyty, było to  widać po jej wyrazie twarzy.
- Posłuchaj mnie blondyneczko.. - Zaczęłam wchodząc niezaproszona do jej domu, zmuszając tym samym dziewczynę do cofania się. Nie miałam w tym momencie na względzie tego, że ktoś może być w domu i słyszeć co też mam jej do powiedzenia. Dziś przeszłam samą siebie, nigdy nie byłam tak wściekła. - Dość mam już ciebie i tych twoich bezpodstawnych pogróżek! - Mówiłam gniewnie wymachując przed jej nosem palcem wskazującym. - Znam Louisa od dawna i nie pozwolę by jakaś - i tu zmierzyłam ją wzrokiem - dziunia dawała mi jakiekolwiek wytyczne odnośnie tego czy mogę lub nie mogę spotykać się z moim przyjacielem. Początkowo wisiało mi co do mnie mówisz, a nawet nie wiedzieć czemu , stosowałam się do twoich zakazów. Ale mam ciebie po dziurki w nosie i przyszłam tu by ci powiedzieć, że skończyłam z tobą. Nie biorę cię w ogóle pod uwagę, dla mnie nie istniejesz, rozumiesz?
Dziewczyna mimo tego co powiedziałam nie przejęła się zbytnio. Bardziej wyglądała jakby czekała aż łaskawie skończę pleść głupoty, by w końcu mogła przejść do swoich kwestii.
- Louis i tak zrobi co mu każę. Jesteśmy już związani na całe życie. - Pogłaskała się po brzuchu. - A ty nie jesteś mu już potrzebna. Ma mnie i nasze dziecko. I to nam musi się teraz poświęcić, a nie jakieś niezdarze która nawet nie potrafi posłuchać co do niej mówię. Więc łaskawie wyjdź już z mojego domu i nie nachodź mnie więcej, ani tym bardziej Louisa, on jest mój!
- Ale mnie nie obchodzi, że jest twój czy nie twój. Kto tu w ogóle mówi o.. -  Przerwałam zastanawiając się o czym ona w ogóle gada? Zabrakło mi argumentów, a kiedy Hannah to zauważyła otworzyła przede mną drzwi by mnie wyprosić.
- Cześć Eleanor.
Odwróciłam się w kierunku drzwi, stał tam Louis z miną trudną do odczytania. Czyżby był świadkiem naszej rozmowy. Hannah wyglądała na zmieszaną.
- Mówiłaś, że się źle czujesz... przed chwilą umierałaś z bólu w łóżku. - Odezwał się do dziewczyny. Przeniosłam wzrok na nią, po czym na chłopaka.
- Oh Louis.. Eleanor naszła na mnie i zaczęła na mnie się wydzierać. Ja .. ja myślałam, że to ty wróciłeś.
- Przecież wyszedłem na chwilę.. po co miałbym pukać, wiedziałem że zostawiłem otwarte drzwi. Pożałowałam że tu przyjechałam. Wyszłam na zazdrosną idiotkę. A widząc łżącą blondynkę robiło mi się niedobrze.
- Idę nic tu po mnie. - Rzuciłam i wyminęłam Louisa w drzwiach idąc w kierunku swojego skutera. Skoro jest ślepy, niech dalej będzie, ja nie mam zamiaru go uświadamiać. Usłyszałam zamykane drzwi i założyłam na głowę kask. W pewnym momencie poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
- Eleanor?
- Tak Lou?
Odwróciłam się z obojętną miną czekając na jakąś zgryźliwą uwagę  na temat mojego zachowania.
- Dlatego ostatnio tak dziwnie się zachowujesz? Bo Hannah ci coś nagadała?
Przewróciłam oczyma i przytaknęłam lekko.
- Dlaczego jej słuchasz? Nie wiedziałem, że.. nie miałem pojęcia. Gdybym wiedział nie musiałabyś.. czy to ona zmusiła się żebyś nie jechała z nami na casting?
- Lou nie rozstrzygajmy tego teraz.
- A więc tak.. - Złapał się za głowę. - Uwierz mi .. gdyby nie ta ciąża to ...
- To co? - Zapytałam kiedy zauważyłam że zaczyna kręcić. Podeszłam do niego bliżej wpatrując się w jego oczy i wymuszając na nim kontynuowanie wypowiedzi. - To co Louis..
- Chciałbym, cofnąć czas. Wszystko jest nie tak jak powinno..
A więc nie miał zamiaru dokończyć. To ja dla niego robię awanturę jego dziewczynie a on nie ma zamiaru do końca się wysłowić.
- Jak się zastanowisz, odezwij się do mnie.  - chwyciłam za kierownicę skutera.
- Zaczekaj. - Chwycił za siodełko uniemożliwiając mi zdjęcie nóżki pojazdu a tym samym odpalenie maszyny. - Tęsknię za tobą.
- Ja też Louis. Ale .. - spojrzałam przelotnie na okno w którym stała Hannah i przyglądała nam się bacznie. - Ale póki ona tu jest, nie może być normalnie. Będę szczera, nienawidzę jej. Jest zadufaną w sobie lalusiowatą blondynką. Nie wiedziałam, że lubujesz się w takich dziewczynach.
Chłopak zaśmiał się spuszczając wzrok.
- Ja też nie.
- Co chcesz przez to powiedzieć.. nie nadążam. Już jej nie kochasz?
Chłopak wyglądał na zmieszanego.
- Trzyma mnie przy niej tylko nasze dziecko. Nic więcej.
Dosłownie poczułam jak poszerzają mi się źrenice. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że chłopak nie kocha Hannah ale z drugiej zdawałam sobie sprawę że jest nieszczęśliwy.. że będzie nieszczęśliwy.
Chłopak spojrzał przelotnie na okno, Hannah zniknęła. Podszedł do mnie i chwycił za rękę.
- Obiecaj że już nigdy nie będziesz kazała mi zostawiać się w spokoju.
- Właśnie po to tu przyszłam, odzyskać przyjaciela.
Zaśmiał się.
- Muszę już tam wracać. Zobaczymy się jutro.
Jechałam przez centrum z wielkim uśmiechem na twarzy. Byłam tak zauroczona jego gestem i słowami oraz całą zaistniałą sytuacją, że nie zdążyłam zapytać jak to jest z nim i tymi chłopakami z którymi od tygodnia tworzy zespół.

________________________________________________________________________
Liczę na wasze opinie i kolejny rozdział pojawi się przy zadowalającej liczbie komentarzy.
Dziękuję, za ostatnie komentarze. Każdego z was jestem w stanie wycałować! Dziękuję!
photoblog.pl/stylesharry - tu kierować ewentualne pytania
Przepraszam za ten rozdział, jest po prostu kiepski.

poniedziałek, 5 marca 2012

14 - Trudne wyznania.



Następnego dnia obudziłam się sama w pokoju szpitalnym. Był świt, przeciągnęłam się delikatnie by nie poobrywać kabli. Dopiero po sekundzie zorientowałam się co naprawdę się stało i doznałam szoku. Ja .. wybudziłam się ze śpiączki. Chwyciłam się za koszulę obiema rękoma i pociągnęłam lekko, naprawdę się obudziłam. Ale tak zwyczajnie, po prostu..? Sięgnęłam po przycisk na ścianie który służył za przywoływanie pielęgniarki, wcisnęłam go lekko, nie przyzwyczajona do takiego zwyczaju. Po chwili drzwi uchyliły się i do pokoju wszedł Louis.

- Ty nie jesteś moją pielęgniarką. - Rzuciłam z wyrzutem.
- Eleanor! - Krzyknął chłopak i z mgnieniu oka znalazł się przy moim boku. - Obudziłaś się! Kiedy? Dlaczego nie zadzwoniłaś?
- A skąd ja mam wiedzieć gdzie jest mój telefon? Poza tym dopiero teraz wstałam, najzwyczajniej w świecie. Ale gdzie jest Cara? Dzwoniłam po nią.
- Witamy wśród żywych.- Zażartowała niezbyt trafnie pielęgniarka wchodząc do pokoju. - Cześć Louis. - Posłała mu karcące spojrzenie. - Jak zwykle mnie ubiegłeś. Wiesz, że wizyty zaczynają się za 4 godziny? Masz zegarek? Umiesz z niego odczytywać godzinę?
Chłopak wzruszył oczyma i przeniósł swój wzrok od razu na mnie chwytając przy okazji za rękę.
- Jak dobrze, że już z tego wyszłaś. Zaraz spokojnie porozmawiamy.
- Żadne spokojnie porozmawiamy. Najpierw trzeba zabrać ją na badania, zadzwonić po rodziców i tak dalej kochanieńki. - Pociągnęła go za koszulkę do tyłu chcąc mieć do mnie dostęp. Zaczęła wszystko nadzorować, sprawdzać, zmieniać, klikać. Ciężko się w tym połapać zwykłemu śmiertelnikowi. Nie wiem czy specjalnie tak się guzdrała, ale chciałam, żeby już sobie poszła. Louis oparł się o ścianę wpatrując we mnie i czekając tak samo jak ja na jej odejście. W końcu westchnęła i nie mogąc wymyślić już nic innego wyszła z pokoju. Louis usiadł na łóżku u mojego boku.
- Jak to było? No wiesz.. słyszeć nas i nie móc nic zrobić?
- Znakomicie, polecam. - Zaśmiałam się. - Na początku nie słyszałam ciebie w ogóle. Z wypowiedzi dziewczyn dowiadywałam się że w ogóle tu przychodziłeś. Później słyszałam tylko urywki wypowiedzi. Wczoraj nastąpił przełom i oto jestem.
- Ile ja się nerwów przez ciebie najadłem.. dlaczego tam pojechałaś.
Przygryzłam dolną wargę, nie powiem przecież że poszłam go zobaczyć bo to byłoby bez sensu.. równie dobrze mogłabym jechać na miejsce razem z nim i Hannah. Tylko że właśnie w tej dziewczynie tkwił problem.
- W ostatniej chwili okazało się, że jednak mogę jechać. Nie chciałam już wam psuć planów i pojechałam sama. Gratuluje tak swoją drogą. Przeszedłeś drugi etap?
- Tak.. gdybyś mnie słuchała wcześniej byłabyś na bieżąco.
Uderzyłam go z całej siły w ramię, byłam jednak tak osłabiona, że moje wysiłki skończyły się na lekkim muśnięciu.
- Będziesz musiał wszystko zacząć od początku. - Zaczęłam się miotać po łóżku chcąc podnieść się lekko na poduszce z której zjechałam. Louis zauważył moje poczynania i natychmiast zareagował.
- Poprawić cię?
- Nie nie , poradzę sobie. - Stał, czekając aż przyznam się że potrzebuję pomocy.
- Co tak stoisz podnieś mnie. - Warknęłam zabawnie i zaśmiałam się. Podszedł do mnie i delikatnie mnie objął unosząc z łatwością do góry. Chwyciłam go za plecy chcąc ułatwić zadanie. Przymknęłam jednocześnie oczy delektując się chwilą. Kiedy je otworzyłam w drzwiach stała Hannah. Oderwałam się od niego i opadłam na poduszkę. Chłopak odwrócił się przestraszony moją reakcją. Podszedł pospiesznie do dziewczyny. Słyszałam jak szepcze.
- Miałaś tu nie przychodzić.
- Chciałam sprawdzić gdzie jesteś, nie odbierasz telefonów. Miałeś tu przyjść tylko na chwilę, byliśmy umówieni pamiętasz?
- Nie widzisz, że się obudziła. Powiedziałem, że przyjdę za chwilę bo myślałem, że dalej będzie w śpiączce.
Odkaszlnęłam głośno.
- Ja was słyszę, tak? - Uniosłam brew i lustrowałam ich uważnie. Chłopak chwycił dziewczynę za ramię i wyprowadził na zewnątrz. Mogłam im nie przerywać przynajmniej wiedziałabym o czym toczy się dyskusja.

- Jutro masz pierwsze próby do X factora, miałam pomóc ci w przygotowaniach. - Zaczęłam się tłumaczyć, nie chcąc by Louis zaczął się denerwować.
- Na razie mam ważniejsze sprawy na głowie. Jakbyś jeszcze się nie zorientowała, Eleanor wyszła ze śpiączki, dwutygodniowej śpiączki. To chyba jest coś wielkiego nie jakaś tam próba, do programu.
- Ale miśku! - Złapałam go za rękę kiedy już chciał odejść. - Nie możesz zaprzepaścić takiej szansy, a ta dziewczyna nawet nie chciała cię wspierać.
Pożałowałam swoich słów kiedy spojrzał na mnie jadowitym wzrokiem.
- Właśnie dlatego tutaj leży. Bo przyjechała na casting. Bo chciała mnie wspierać. Wracam tam , a ty tu więcej nie przychodź. Zobaczymy się wieczorem ok? Przyjdę do ciebie.
Chwycił mnie lekko za dłoń, zamiast pocałować, jak zawsze. Co to ma znaczyć!? Musiałam się jej jakoś pozbyć. Wiedziałam już nawet jak.

Louis wrócił do pokoju z dość niepokojącą miną.
- Może powinieneś już iść. Zaraz i tak przyjdą moi rodzice.
- Nie mam ochoty. Wolę posiedzieć tutaj, z tobą. Jeśli ci to nie przeszkadza. - Uśmiechnął się promiennie i szczerze. - Na czym skończyliśmy ?
- Na twoich poczynaniach w programie.
- Ah. Racja. Jutro mam ostateczne eliminacje, gdzie zostaną wyłowieni wykonawcy, którzy będą występować w programie na żywo. Dzięki tobie i temu całemu zamieszaniu nawet nie mam czasu pomyśleć o tremie.
- A powinieneś! Trema dużo daje, mobilizuje do pracy. - Chłopak wzruszył ramionami. Nie wyglądał na przejętego całą sytuacją. Wręcz przeciwnie, był rozluźniony i spokojny.
Później chłopak opowiedział mi o piosenkach jakie ma zamiar śpiewać i co ma już za sobą w programie. Po jakimś czasie przybyli moi rodzice a po nich Angie i Bianka. Cały ten zgiełk i pytania bliskich bardzo mnie zmęczyły. Postanowili więc pozwolić mi spać. Przez resztę dnia miałam robione badania, które jeszcze bardziej mnie wymęczyły. Szczerze, wolałam już być w śpiączce niż bawić się teraz w to całe kłucie i wsuwanie do jakiś tub. Kiedy w końcu trafiłam na 'swoje miejsce' odetchnęłam z ulgą i włączyłam sobie telewizor. Mój spokój nie trwał jednak długo. Do pokoju bowiem wsunęła się bezszelestnie Hannah. Nabluzgałam w myślach po czym sięgnęłam po pilota by wyłączyć telewizor.
- Można? - Zapytała grzecznie. Niezły początek, marnie zapowiadającej się wizyty.
- To zależy. - Odpowiedziałam ozięble.
Dziewczyna tylko przewróciła oczyma i usiadła na krześle oddalonym ode mnie przyzwoitą i wystarczającą odległością. Gdyby jeszcze zgasiła światło i nie musiałabym jej oglądać byłoby idealnie.
- Chciałam ci.. coś wyznać. - Zaczęła. Mówiłam, że zacznie się ciekawie. - Nie wiem tylko jak ci to powiedzieć. Nie posłuchałaś mnie za pierwszy razem i masz rezultaty.
- Słucham? - Podniosłam brwi. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom, co za tupet. - Zdajesz sobie sprawę, że byłam o włos od śmierci i jeszcze masz czelność mi to wytykać? - Zaczęłam dyszeć, podniosłam głos trochę za bardzo. Za dużo emocji jak na pół minuty.
- Spokojnie, Eleanor. - Skrzywiłam się kiedy wypowiedziała moje imię, zrobiła to z taką pogardą, że poczułam się na tyle silna by móc wstać i wypchnąć ją przez okno, które akurat było otwarte. Kusząca okazja.
- Nie przyszłam tu po to by odprawiać jakieś bezsensowne gatki. - Kontynuowała. - Chciałam ci tylko wyznać, że... że jestem w ciąży. Ojcem oczywiście jak łatwo się domyśleć jest Louis.
Otworzyłam oczy szeroko jak tylko mogłam, zacisnęłam palce na prześcieradle. Wiedziałam, że byli ze sobą i mogło między nimi do czegoś dojść, ale dopiero teraz sobie to dogłębnie uświadomiłam. Trochę się skrzywiłam.
- Dlaczego mnie to mówisz? Co ma mnie to interesować?
- Teraz skoro już wiesz, może zrozumiesz, że bez potrzeby zaprzątasz Lou głowę. Teraz musi się skupić na mnie i naszym dziecku, plus na programie dzięki któremu, kiedy wygra zapewni byt rodzinie.
Nie wierzyłam własnym uszom. Louis i rodzina? To niemożliwe.
- Nie wierzę ci. - Wydukałam żałośnie.
- Chcesz , żebym pokazała ci test ciążowy?
- Broń cię panie boże!
- Dobrze. - Podniosła się z miejsca i podeszła do mnie pochylając się nad moim łóżkiem i mówiąc mi prosto w twarz.
- Wynieś się z życia Louisa. Po raz ostatni cię uprzedzam.
Odsunęłam głowę do tyłu. Dziewczyna posłała mi wstrętny uśmiech i wyszła z pokoju. Ja tylko chwyciłam się za głowę. Nie miałam już jej jako swojej rywalki, teraz martwiłam się tylko o Louisa, jak on to udźwignął? Dlaczego mi nie powiedział? Czy w ogóle jej ciąża była możliwa? Skoro byli ze sobą tak krótko.. bo miesiąc. O ciąży dowiaduje się zawsze po około 2 tygodniach.. czyli już w pierwszym tygodniu związku musieli.. Odgoniłam szybko te myśli. To nie była już moja sprawa. Po raz pierwszy jednak poczułam, że powinnam usunąć się jej z drogi.
Zebrałam wszystkie siły i udźwignęłam się na łokciach. Nie widziałam nigdzie mojego telefonu, a chciałam zadzwonić do Louisa. Musiałam więc dojść do budki telefonicznej. Pamiętałam, że zawsze była za darmo. Podjęłam pierwszą próbę podniesienia się do siadu. Nie udało mi się. Opadłam bezwładnie na łóżko. Po chwili spróbowałam znowu. Wyszło mi jeszcze gorzej, tylko traciłam siły. Zadzwoniłam po Carę.
- El? - Kiedy pielęgniarka wkroczyła do pokoju załamała ręce. - Co ty najlepszego wyrabiasz? - Zastała mnie leżącą w poprzek łóżka.
- Chciałam zadzwonić. Nie wiesz gdzie jest mój telefon?
- Tylko mi się nie przyznawaj, że chciałaś iść na korytarz.. przez najbliższe kilka dni nie masz prawa nigdzie ruszać się z łóżka.. - Poprawiła mnie, co przyszło jej z większym trudem niż Louisowi.
- Pożyczę ci mój telefon. - Wyciągnęła z kieszeni małą komórkę i wsunęła mi do ręki. - Tylko streszczaj się. - Posłała mi serdeczny uśmiech i wyszła z pokoju. Była naprawdę kochana.
Wybrałam na klawiaturze dobrze znany mi numer. Wstrzymałam się z wciskaniem zielonej słuchawki, chcąc się jeszcze zastanowić co powiem. W końcu zadzwoniłam. Włączyła się poczta głosowa, w sumie i dobrze, nie wiem czy potrafiłabym teraz z nim rozmawiać.
- Hej Lou. Tu Eleanor. Była u mnie Hannah. Powiedziała, że spodziewa się dziecka. Chciałam żebyś wiedział, że wiem. Jesteśmy w końcu przyjaciółmi.. a ty mi nie powiedziałeś.. nie mam ci tego za złe oczywiście, ale .. chciałam się przyznać że wiem. Możesz liczyć na moje wsp.. - W tym momencie Louis podniósł słuchawkę.
- Też się dzisiaj dowiedziałem. - Powiedział przygnębionym głosem. - Będę musiał zrezygnować z programu.
- Lou... to w cale nie znaczy..
- Ale nie dam rady. - Przerwał mi. - Jak ja mam się teraz skupić? Jak w ogóle do tego doszło?
- Ja mam ci mówić ?
Zaśmiał się cicho do słuchawki. Nie podobała mi się ta rozmowa, ani ta sytuacja. Najważniejsze jednak że byłam z nim szczera. Nie przejmowałam się Hannah tak jak wcześniej, właściwie.. przegrałam. Muszę się teraz skupić na powrocie do zdrowia, a nie na jakimś chłopaku który nie docenić mojej przyjaźni, całej mnie. Oczy zaszły mi łzami. Zagryzłam wargę i położyłam dłoń na rozgrzanym czole odgarniając grzywkę.
- Tak bardzo chciałabym.. - Załamał mi się głos.
- Eleanor.. ty płaczesz?
Pociągnęłam nosem do telefonu podnosząc wzrok na lampy by nie popłynęły mi łzy. Czekał aż skończę co zaczęłam mówić. Ale ja nie byłam w stanie. Czułam pieczenie w gardle od wstrzymywania płaczu. Nie mogłam przełknąć przez to śliny.
- Przyjechać do ciebie?
- Nie! - Powiedziałam szybko. - Nie odwiedzaj mnie. Bardzo.. kocham cię wiesz. Ale zajmij się teraz tym czym powinieneś. Mam tu Angie i Biankę, rodziców. Ty .. po prostu zostaw mnie na jakiś czas. Obiecujesz?
- Ale Eleanor...
- Obiecaj mi!
Słyszałam jego oddech. Łzy leciały mi kolejno po policzkach. Nie rozumiałam tej całej sytuacji.
- Obiecuję. Też cię kocham.
Rozłączyłam się i odkładając telefon przyciągnęłam do siebie kołdrę. Zacisnęłam zęby i obróciłam się na bok. Zasnęłam po jakimś czasie. Nawet nie wiedziałam kiedy, ale wiedziałam, że wolę się nie obudzić.


__________________________________________________________________________
Bardzo dziękuję za wasze komentarze. Sprawiacie, że czuję się szczęśliwsza i lepsza. Chyba znalazłam wreszcie to co lubię robić. Komentujcie dalej a napiszę kolejny rozdział jak szybko się da.
Pytacie zawsze kiedy pojawi się kolejny wpis. Nie chcę tu odpowiadać bo nie chcę zaśmiecać bloga. W razie pytań piszcie na photoblog.pl/stylesharry , tam najłatwiej złapać ze mną kontakt.
Polecam też na photoblogu Zayn Malik Poland. Jeśli jesteś directionerką warto polubić, wszelkie informacje są podawane na bieżąco, wszelkie aktualności, zdjęcia  itp. 
Czekając na kolejny rodział możecie czytać moje drugie opowiadanie, są dopiero 4 rozdzialy aboutDDstory.blogspot.com. Jeszcze raz wielkie dzięki. Kolejny rozdział za jakieś dwa dni. :) pozdrawiam!